#61 Przepis na szczęśliwy związek małżeński według Miłosza Brzezińskiego

Organizacja ślubu i wesela to wspaniała przygoda. Sam dzień ślubu to zwieńczenie wielu przygotowań – można rzec, że to zarówno meta i start w nową rzeczywistość. W tym dniu są tylko wzruszające momenty, łzy szczęścia i doskonała zabawa. Wiemy to z własnego doświadczenia. I jakby ktoś zapytał czy byśmy to powtórzyli, bez wahania odpowiemy „tak”. Niektórzy  twierdzą, że po ślubie wszystko się zmienia. Różnie to bywa, ale skoro wiele osób tak twierdzi, to muszą wiedzieć coś więcej.

Od dość dawna pochłaniamy książki i podcasty Miłosza Brzezińskiego – kto nie czytał i nie słyszał serdecznie polecamy, nikt nie opowiada z taką lekkością o meandrach dnia codziennego. Wczytując się po raz kolejny w treść „Życiologii” zainspirowaliśmy się do wywiadu, który możesz przeczytać poniżej. Powstało w naszej głowie szereg pytań: Po co w sumie są te śluby?, Jak jest ich geneza? Dlaczego zawieramy związki małżeńskie?, Czy można być szczęśliwym będąc w długoletnim związku? Na te wszystkie pytania padły odpowiedzi w wywiadzie z Panem Miłoszem. Jest to tajemna wiedza, którą warto poznać i nawet zapamiętać.

Miłosz Brzeziński – mąż, ojciec, a także…

Autor, doradca w zakresie efektywności osobistej i społecznego rozumienia zjawisk psychologicznych, współpracujący z organizacjami na całym świecie. Mentor AIP Business Link, członek Rady Ekspertów ośrodka analitycznego THINKTANK, certyfikowany coach International Coaching Community, wykładowca akademicki, m. in. w programach Executive DBA i Executive MBA w Instytucie Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Opublikował dziesiątki artykułów dotyczących rozumienia i praktycznego zastosowania psychologii akademickiej. Jest autorem książek dotyczących wdrażania zmian w środowisku pracy i środowisku domowym, m.in: „Pracować i nie zwariować”, Biznes czyli sztuka budowania relacji, Życiologia, Jak pies z KotemGłaskologia oraz Wy Wszyscy Moi Ja. Gościnnie pojawił się także w pozycji „Dekalog Szczęścia”, jako ekspert w zakresie porządkowania otoczenia biznesowego. Wypowiada się także goszcząc na łamach takich magazynów jak „Forbes”, Duży Format, „Logo”, „Playboy” oraz gazet: „Gazeta Wyborcza”, „Rzeczpospolita”, czy „Polska the Times”. Miłosz Brzeziński dokonuje także interpretacji oraz analiz na antenach stacji telewizyjnych i radiowych.

 

View this post on Instagram

Moda głosząca, że powinniśmy sobie ze wszystkim sami poradzić, spowodowała, że ze swoimi decyzjami zostaliśmy sami. – Co mam zrobić? – zapytamy oświeconych. – A jak sam czujesz? – odpowiedzą pytaniem specjaliści. Albo: – A gdybyś wiedział, to co byś zrobił? Nic dziwnego, że bywają sytuacje, w których zwyczajnie zmęczeni, tęsknimy za prostymi rozwiązaniami i za tym, żeby ktoś wiedział i po prostu powiedział czego moglibyśmy spróbować, bez górnolotnych lekcji filozofii życia. By ktoś połączył nam kropki w chaosie. Oddzielił sygnał od szumu… W emocjach jednak częściej jednak niż zwykle mylimy pewność siebie z kompetencją. Wierzcie Państwo lub nie, ale właśnie dlatego w @dziendobrytvn rozmawialiśmy o biznesie wróżkarskim, zarabiającym na wymienionych zjawiskach. Jest coś na rzeczy? 🙂 #niepróbujcietegozeswoimizwierzątkami

A post shared by  Miłosz Brzeziński (@brzezinski.milosz) on

 

Sprawdzone sposoby na udany związek. 

  • Dzień dobry Panie Miłoszu. Nie ukrywam, że lekko się stresuję przeprowadzając wywiad z osobą, której znam wszystkie książki i podcasty. Nie zmienia to faktu, że bardzo mi miło Pana gościć w naszym poradniku. Zacznijmy od pytania na rozgrzewkę: dlaczego łączymy się w pary?

[Miłosz Brzeziński]: Kłaniam się. Bardzo mi miło i dziękuję za życzliwą recenzję. Doskonale rozumiem Pana stres, bo sam się w takich sytuacjach stresuję. Wspólnie jakoś przez to przebrniemy – czas działa na naszą korzyść. A odpowiadając na Pana pytanie, ewolucja faworyzuje tych, którzy mają więcej dzieci. A kobiety wolą mieć dzieci z partnerami zaangażowanymi, bo same w wychowanie angażują statystycznie o wiele więcej, niż mężczyźni. Dość prozaiczna odpowiedź, raczej z poziomu genetyki i teorii samolubnego genu Richarda Dawkinsa. A z poziomu już bardziej dla nas zrozumiałego: łączymy się w pary, bo wciąż wypada („No, ale, że nikogo sobie nie znalazła?”, „Pewnie nikt go nie chciał”). Po trzecie wreszcie – i dziś pewnie najważniejsze: w parach łatwiej, więc nasz mechanizm łączenia się w pary ma sens nawet wtedy, kiedy dzieci nie możemy mieć biologicznie. Człowiek w pojedynkę jest dość bezradny. Dopiero więcej, niż jedna osoba, to całość. Ludzie, którzy mają innych wokół siebie widzą mniej problemów w życiu, a jeśli już widzą, to szybciej z nich wychodzą. Choć to inni ludzie są źródłem wielu naszych trosk, najczęściej są też jednak źródłem całego naszego szczęścia. W skrócie: łączenie w pary, choć jest procesem niełatwym i wymagającym pracy, wciąż wychodzi nam na plus. Znów powinienem powiedzieć: statystycznie, bo są różne pary i statystycznie bardziej kobietom. Ale, jakby zaokrąglić, to raczej wychodzi.

 

  • Pojęcie miłości jest dość rozległe, ale czym miłość jest tak naprawdę? Dlaczego się zakochujemy?

[Miłosz Brzeziński]: Odpowiedź na Pańskie pytanie jest prosta: nie wiadomo. Poza tym wypadałoby uściślić o jaką miłość chodzi. Czy owo „pierwsze wejrzenie”, czy późniejszą miłość, która jest czymś zupełnie innym? Jeśli chodzi o pierwsze wejrzenie prawdopodobną wydaje się teza, że mamy, jak i wszędzie pewne preferencje estetyczne: na przykład prędzej zakochamy się w kimś, kto ma mały nos, jest niską blondynką, wysokim szatynem, nie ma pieprzyka na policzku, kręcący nas zapach. Zapach jest o wiele ważniejszy niż myślimy. Nawet atrakcyjna osoba o zapachu, który nas akurat odrzuca jest nie do zniesienia dla nas na dłuższą metę. Powszechność randkowych aplikacji sprawiła, że już na tym polu zaczynają się kłopoty, bo przebieramy w partnerach jak w gruszkach: „ta może i ładna, ale taki ząb jeden wystaje”, „ta ma równe brwi, jak siostry, ale fuj… bo jak siostry bliźniaczki”, „ten może i fajny, ale był w wojsku, więc pewnie ma problemy z agresją”. Pierwsze randki zostały przerobione na modłę witryn sklepowych, gdzie dobieramy sobie dżem do kolacji. Może jeśli szuka się seksu na jedną noc sprawa nie jest takim złym pomysłem.
Ale to „pierwsze wejrzenie” tylko wygląda fajnie. W dzisiejszych czasach uznaliśmy, że miłość i zakochanie ma miejsce wtedy, gdy widząc kogoś, czuję motyle w brzuchu. Jest to naiwnie założenie. Zakłada ono, że mam w brzuchu jakąś siłę, która jak algorytm z prędkością światła potrafi rozpoznać z kim mi się poukłada na długie lata. Albo że Bóg daje mi znać przez brzuch. Nie mamy na to dowodów. Wręcz przeciwnie. Romantyczna miłość zakłada też, że nasz partner będzie na nas wrażliwy, uważny na nasze potrzeby, porozmawia, odbędzie z nami, kiedy będziemy chcieli. Krótko mówiąc z jednej strony myślimy o miłości w kategorii kwiatków i motylków, ale z drugiej wciąż w kategorii sprzątania, seksu na żądanie, podawania strawy w chorobie i pocieszania. Czyli, mówiąc dosadnie, nasz partner najlepiej, gdyby był seksowną kucharką, pielęgniarką, sprzątaczką, gejszą i prostytutką w jednym. Niektórzy twierdzą przez to, że jeśli się w kimś zakochamy i naprawdę chcemy jego dobra, trzeba go zostawić w spokoju i uciekać jak najdalej. Straszne to wszystko, prawda?

 

jak-stworzyć-idelany-związek-po-ślubie

fot. www.mazurskiesluby.pl

 

Jak stworzyć szczęśliwy związek? Sposoby na dobrą relację.

  • Straszne, bo wychodzi na to, że musiałbym zostawić swoją żonę i się oddalić w kierunku bliżej nieokreślonym. Jakie są etapy związku? Poznajemy się, jest „Niagara endorfin” i co dalej? Po co się żenimy/wychodzimy za mąż?

[Miłosz Brzeziński]: A to już dwa różne, acz celne pytania. Rzeczywiście na początku jest amok i bezsenne bieganie z podniesionymi rękami. Etap ten może trwać nawet do czterech lat. Tu sprawa jest prosta – jesteśmy zwykle wobec naszego partnera bezkrytyczni, a jeśli coś nam nie pasuje, to krótko. Nie ma w tym i może niczego złego, bo jak pokazują badania im bardziej jesteśmy w tym etapie bezkrytyczni, tym dłużej związek ma szansę przetrwać. Co jednak ważne: niewielki mamy na to wszystko wpływ. Porwani i uprowadzeni przez emocje ani jesteśmy otwarci na perswazję ze strony rodziców („taka, to nie dla ciebie”), ani przyjaciół („nie widzisz, że to lowelas”). W tym etapie zresztą często odcinamy się od znajomych i przyjaciół, bo nie są nam tak bardzo potrzebni, gdyż „ona jest całym mym światem”, a „w jego oczach widzę kosmos i możemy się wpatrywać w siebie godzinami”. W tym samym czasie rodzi się intymność, czyli uznanie drugiej osoby za ważną. Nie tylko jako bogini i boga, których adorujemy, ale także której problemy uznajemy za ważne po prostu, a potrzeby traktujemy z szacunkiem. Partnera traktujemy jako wyjątkowego w naszym świecie człowieka. Przydałoby się, żeby ta płaszczyzna przetrwała w nas do końca, będzie to jednak od nas wymagało pracy. W odróżnieniu od wspomnianej pierwszej grządki namiętności, która uprawia (nomen omen) się sama. Namiętność jednak spada i… też nie możemy z tym nic zrobić. Intymność można i trzeba wypracowywać codziennie. Trzeci element powstaje zwykle na końcu. To zobowiązanie: kredyt, dziecko, mieszkanie. Temu przetrwać podobno łatwo: kredyt hipoteczny wiąże silniej niż ślub. Ale jeśli ktoś ma w związku tylko zobowiązanie, to jest to związek pusty. Zdecydowanie wolimy związki przyjacielskie, czyli takie, które bazują na intymności, uważności i życzliwej wymianie serwisu. Ponieważ jednak namiętność ma tendencję do wygasania, często wyciągamy wniosek, że coś się dzieje nie tak. I chcemy szukać kogoś nowego. Bywa to i dobry pomysł, ale z kolejną osobą zadzieje się to samo. Toteż w historii świata poradzili sobie ludzie z tym kłopotem stwarzając instytucję kochanka, który – jak sama nazwa wskazuje, jest do kochania i można go zmieniać. Mąż, to mąż. Zupełnie co innego. Margaret Mead twierdziła wręcz, że kobieta powinna mieć w życiu przynajmniej trzech długoterminowych partnerów: jednego dla seksu, drugiego dla dzieci i trzeciego dla przyjaźni. Odeszliśmy dziś daleko od tych wszystkich „ideałów”, ale małżeństwo ciągle nie dało się zamieść. W naszej kulturze trzyma się nawet nieźle, choć w wielu innych kulturach (na przykład zachodnich), już bardzo wiele osób przed trzydziestką mieszka samotnie. Albo z rodzicami. I nie zamierzają nawet się łączyć na stałe, nie mówiąc już o ślubie, który jest drogi i ciężko im uznać do czego miałby służyć. Na pewno zaś ogranicza wolność, bo czy tego chcemy czy nie, od małżonka odchodzi się trudniej i dłużej, niż od kochanka, czy sympatii. To także funkcja instytucji małżeństwa: utrudnić nam odejście, żebyśmy się pięć razy zastanowili, czy to na pewno dobry pomysł i nie popsuli sobie reszty życia jednym nieprzemyślanym impulsem.

 

„Fotografie z czasem zyskują za to na wartości. Może zrazu wrzucamy je do skrzynki, ale w razie co, gdyby małżeństwo okazało się jednak udane, na starość stają się wielkim skarbem, który gotów jesteśmy tulić do serca oglądając codziennie. Zwłaszcza, kiedy zostajemy już sami.”

 

Co robić żeby związek był udany?

  • Mówi się potocznie, że przeciwieństwa się przyciągają… A jak to się ma do małżeństwa?

[Miłosz Brzeziński]: Raczej lepszy związek zbudujemy z osobą o podobnym charakterze, a na pewno systemie wartości. I tu też wcale nie chodzi o charakter idealny, ale – rzeklibyśmy – skrzywiony symetrycznie do naszego. Jeśli on chce trochę pobyć sam i my też. Jeśli on lubi sobie pokrzyczeć, a my też. Jeśli ona nie lubi gotować, a my też, więc jadamy gotowce i na mieście, nie wyrzucając sobie braku familijnej atmosfery przy rosole. Jeśli on zwala winę „na baby”, a nam to nie przeszkadza i robimy swoje. Jeśli na niego rodzice krzyczeli i miłość kojarzy mu się z agresją, a nam też. Jak widać nie są to „skrypty” zdrowe, ale po prostu pasujące do siebie. Mówiąc więc raz jeszcze: szukamy osób tak pokrzywionych, że pasują do naszych pokrzywień. Na portalach randkowych ciężko takich diagnoz dokonać, bo tam wszyscy raczej idealni. Co ciekawe zakładano portale, które zachęcały do pisania o sobie szczerze, ale nie robią kariery. W czasach, kiedy większość kultur na świecie preferowała małżeństwa aranżowane, konsultant zwany potocznie swatem, szukał osób podobnych, które wytrzymają ze sobą, kiedy otworzą im się oczy. Po kilku latach, kiedy namiętność zacznie spadać i spojrzymy trzeźwiej na swój wybór, zmuszeni będziemy pogrzebać osobę, z którą wydawało nam się, że się związaliśmy i spojrzeć trzeźwym okiem na partnera, oceniając kto to jest naprawdę. Swat aranżując małżeństwa przewidywał późniejsze problemy związkowe, więc sprawdzał to, co po paru latach mogło wybić w relacji szambem. Jaki nasz partner ma system wartości? Wyznanie? Podejście do religii? Czy rodzice nasi się szanują? Czy poziom wykształcenia podobny? Czy różnica majętności rodzin nie przeszkadza? Czy mamy podobne poglądy? Owszem, przeciwieństwa fascynują się na początku znajomości, ale swat zawsze starał się dobierać pary na podstawie wszystkich tych czynników, które mogą być kością niezgody, kiedy wysikamy już endorfiny z początku związku i otworzą nam się oczy. Wtedy to jednoznacznie dość okazuje się, że jednak to podobni wytrzymają ze sobą dłużej.

 

fot. www.mazurskiesluby.pl

 

Jak stworzyć związek, który przetrwa długie lata?

  • A teraz odwrotnie żyjemy razem, ale unikamy ślubu jak ognia? Dlaczego? Skąd więc te śluby?

[Miłosz Brzeziński]: Idea ślubu z miłości jest bardzo nowa. Właściwie pochodzi z XIX wieku. Przed tym okresem uważaliśmy, że miłość raczej przeszkadzała małżeństwu. Funkcja małżeństwa była wyraźnie określona: młodzi mieli pomnażać liczbę członków rodu i pomnażać rodową majętność. Człowiek był silnie związany z rodziną, z którą mieszkał i na której ziemi mieszkał. Jeszcze na początku XX wieku idea rodziny 2+1 nie była normą nigdzie na świecie. Wszyscy mieszkali ze sobą. Rodzina była źródłem pracy. Nepotyzm jako określenie negatywne pojawił się dopiero w XIX wieku – wcześniej to było normalne, że w pierwszej kolejności zatrudniało się u siebie kogoś z rodziny. Rodzina była też służbą zdrowia, gwarantowała emeryturę, towarzystwo, dosłownie wszystko. Dziś te czasy się zmieniły. Można wyjechać daleko od rodziny i do czegoś w życiu dojść. Nie tak dawno jeszcze natomiast, jeśli ktoś uciekł z domu, to prawdopodobnie umarł z głodu, albo kończył jako świniopas, bo każdy miał swoich członków rodziny do obsadzenia na lepszych stanowiskach gospodarskich. Teraz mamy inne czasy. Podobnie dochodzimy powoli do równoważności partnerów w związku. Ślub stracił więc swe wielkie znaczenie, jakie miał w historii. Wiemy już też, że etap namiętności wygaśnie, my będziemy zdziwieni i pomyślimy, że może pora szukać kogoś innego, z kim uda się przez całe życie utrzymać szał uniesienia. To niestety niemożliwe, ale skąd mamy to wiedzieć? Łatwiej się rozstać z konkubentem niż zaślubionym partnerem. No i wreszcie na koniec: ślub jest drogi. Nie tak drogi jak kiedyś, ale jednak. W dawnych czasach ślub i wesele były imprezą teściów, którzy płacili za imprezę i zapraszali głównie swoich gości. Dziś młodzi ludzie muszą często wykładać w dużej mierze własne pieniądze, których często nie mają, albo wolą je przeznaczyć na coś innego: wspólne mieszkanie, wycieczkę czy rozkręcenie interesu. Widzimy więc na świecie odwrót od idei małżeństw i wesel, jakie znaliśmy dotychczas. Aktualnie można powiedzieć, że około połowy małżeństw zawartych się rozwiedzie, co może nie jest dobrą wiadomością dla nas, kiedy bierzemy ślub, ale dobrą, jeśli się w kimś podkochujemy, a on bierze ślub. Wystarczy poczekać, krążąc w pobliżu.

 

„Jeszcze na początku XX wieku idea rodziny 2+1 nie była normą nigdzie na świecie.”

 

Dlaczego warto zorganizować wesele?

  • W naszym społeczeństwie większość par podejmuje decyzję o organizacji wesela. Czy organizujemy je tylko dla dobrej imprezy i spotkania z rodziną, czy ukryty jest w tym głębszy sens?

[Miłosz Brzeziński]: Dobra impreza i spotkanie z rodziną to wielki sens. Wcale nie bagatelny. Im więcej takich spotkań, tym dla nas lepiej, choć często czujemy, że to męczy. Niemniej, z wiekiem człowiek orientuje się, że liczba osób, której na nas zależy i którym nie wszystko jedno co u nas jest dość niewielka. A w rodzinie jest ich statystycznie więcej, niż gdzie indziej. To sprawa pierwsza. Drugą sprawą jest pewna moc publicznej deklaracji, o której rozmawialiśmy już wcześniej. Miłość to w dużej mierze zmaganie się dwojga ludzi z własną niedoskonałością i niemożnością przewidzenia przyszłości. Porywy dumy, przewrażliwienie na własnym punkcie, zmęczenie, wszystko to wpływa na nasze zmęczenie życiem i od czasu do czasu myśl, że gdybyśmy byli sami, to pewnie byłoby nam łatwiej. Podobno w normalnym związku człowiek chce się wyprowadzić z domu raz w tygodniu. Czy powinien? Być może nie po każdym takim impulsie. Emocje mają tendencję do przesadzania, do wygasania i potem okazuje się, że właściwie nie ma o czym mówić. Ale już za późno. Duma partnera urażona, rysa na związku zostaje, a czasem i złe wspomnienie. Bo mądry człowiek wybacza, ale nie zapomina. Czy w chwili takich emocji powinniśmy nacisnąć na klamkę i wyjść na zawsze, wygarniając wszystko, co sądzimy o partnerze, jego rodzinie i bagażu genetycznym? Najczęściej nie. Małżeństwo jest takim hamulcem bezpieczeństwa. Trochę się jednym nie chce rozwodzić, bo to nie tylko wystarczy wyjść. Innym się nie chce dzielić majątku na połowę. A trzecim jeszcze tłumaczyć schorowanej cioci, która na ostatnich nogach dowlokła się z Australii na nasz ślub i była taka szczęśliwa, a jednak zdzierała obcasy bez sensu, bo trafił nam się bobek kozi, a nie partner. I chwila zawahania wystarczy czasem, żeby emocje wygasły i byśmy stwierdzili, że jednak damy sobie jeszcze jedną szansę, bo nie trafiliśmy tak najgorzej, a rzeczywiście przesadziliśmy oboje trochę i może wystarczy zjeść wspólną kolację, żeby sobie powyjaśniać i jakoś to będzie. Tak więc to ograniczenie wolności stworzone przez przodków nadaje się, by coś poważniejszego zadeklarować i jest niezłą nakładką na naszą wahliwą naturę.

 

  • Dlaczego ludzie chcą mieć wesele uwiecznione na fotografiach?

[Miłosz Brzeziński]: No choćby dlatego, że jest to impreza spektakularna, raz w życiu i fajnie się wygląda. Niektórzy już nigdy nie wyglądają tak dobrze, jak na weselu. Niektórzy też z resztą nie wyglądają tak źle jak wtedy. W takich przypadkach nadmiar fotografii raczej nie raduje. Ale na poważnie: wesele jest imprezą odnoszącą się do fajnej części naszego życia. Jesteśmy najczęściej zakochani, wszyscy się bawią, jedzą, robią to razem, nawet strzelby w naszej kulturze wiszą na kołkach. Wesele jest gromadne, wystawne, huczne i spektakularne. Zdjęcia obejmują całe rodziny, upamiętniają góralskie tańce, rozwiane włosy, światła, babcie tulące przysypiające już nad ranem wnuki. Wszystko to widok porywający i chętniej do niego wracamy niż do nagranej w Dubaju relacji z Sylwestra. Fakt, że bawimy się, jemy, tańczymy i śpiewamy razem jest odbierany przez nas bardzo budująco i chętnie karmimy nim nostalgię.
Z drugiej strony pamięć jest zawodna. Detale się wycierają, a wspominając coraz bardziej zniekształcamy historię. Fotografie z czasem zyskują za to na wartości. Może zrazu wrzucamy je do skrzynki, ale w razie co, gdyby małżeństwo okazało się jednak udane, na starość stają się wielkim skarbem, który gotów jesteśmy tulić do serca oglądając codziennie. Zwłaszcza, kiedy zostajemy już sami.

 

Jak zachęcić mężczyznę do organizacji ślubu i wesela?

  • Utarło się, że to kobiety w większości przypadków zajmują się organizacja ślubu: wybieraniem dekoracji, fotografa etc. Dlaczego mężczyźni nie chcą się w to angażować? Czy można jakoś mężczyznę „wkręcić” w organizacje żeby go nie „zabolało”?

[Miłosz Brzeziński]: Rzeczywiście. Utarło się u nas, że to spada na kobiety. Jak mówi stare przysłowie: w małżeństwie wygrywa ten, kto pierwszy powie „nie potrafię”. Pół biedy, jak damy się wkręcić w jakieś jednorazowe akcje, jak ślub. Gorzej z gotowaniem na przykład, kiedy po 40 latach od śluby orientujemy się, że ktoś raz powiedział „nie potrafię”, my cały czas gotujemy, a ten ktoś już sto razy by się zdążył przecież nauczyć. No, ale dobrze. Zobaczmy co z tym wyborem. Po pierwsze warto od początku relacji pracować nad tym, żeby odróżniać to, co możemy sobie dać sami od tego, co może nam dać partner. Mówiąc wprost – nie wszystko musimy robić razem i potrzebny jest w związku pewien przeciąg pomiędzy osobami. W badaniu nad statystykami facebooka wyszło, że jednak dłużej wytrzymują te pary, w których partnerzy mają szerokie kręgi niewspólnych znajomych. Druga sprawa, że z czasem będzie nas z kolei korciło, żeby coraz więcej robić osobno. Spać osobno, żeby nie ściągać kołdry, jeździć na wakacje osobno czasem i tak dalej. Taka sprawność w tworzeniu dwóch równoległych żyć rośnie wraz ze stażem w związku. I powyżej pewnego poziomu to wcale niedobrze. Warto w związku kultywować i motywować się do wspólnych projektów, decyzji czy dyskusji. Wspólnych wakacji, wyborów, debat. Warto, żeby oboje partnerzy to wiedzieli i nie pozbywali się wszystkiego, co wspólne, na rzecz równoległych żyć w tym samym domu. Ślub i wesele jest zdecydowanie wspólną pracą i warto się wciągać (zachęcać, ale i przemawiać do rozsądku bardziej zdecydowanie), jeśli któryś z partnerów, chce się wycofać, bo… wszystko jedno co: nie umie, nie chce, głowa go boli, palec, zmarł mu chomik. Niestety ogólna zasada jest taka: jeśli się do czegoś nie angażujesz, to potem mniej to szanujesz. Między innymi z tego powodu pilnujemy potem, żeby każdy w domu miał swoje obowiązki, dzieci także. Ale od ślubu i wesela często wszystko się zaczyna.
Na koniec kolejna porada praktyczna. W sytuacjach wyborów, bywa, że mężczyźni się szybciej męczą. Pomaga takie ustawianie „drzewka decyzyjnego”, żeby było od małej liczby wyborów do większej. Czyli jeśli na przykład mamy do wyboru dwa kolory lukru na torcie, trzy kolory bukietów i cztery kolory serwetek, to w takiej kolejności powinny zostać przedstawione. Podobno wtedy dłużej się w tych wyborach wytrzymuje. No i oczywiście kategorie wyraźne także lepsze. Pytanie: „ciemny malinowy czy jasny malinowy?” – może się nieodwracalnie odbić na zdrowiu niektórych.

 

fot. www.mazurskiesluby.pl

 

Co zrobić żeby w związku było jak na początku?

  • Podobno po weselu wszystko się zmienia. Mniej się chce i do naszego życia wkracza rutyna. Czy to normalne? Zacytuję tu jedną z Pana wypowiedzi „(…) Ona chce jechać na wycieczkę, on mówi, że już kiedyś był na wycieczce”. Czy da się w małżeństwie funkcjonować tak jak w okresie narzeczeństwa? A może jeszcze lepiej, tak jak w czasie pierwszego roku znajomości?

[Miłosz Brzeziński]: Zgoda. Odpowiedzieliśmy sobie już nieco na to pytanie. Związek będzie miał tendencję do zmieniania się. Choć do pewnego stopnia emocje wrócą cyklicznie, to ten pierwszy okres jest okresem niepowtarzalnej euforii. Później, kiedy namiętność opadnie, właściwie związek powinien w dużej mierze przekształcić się w życzliwą wymianę serwisu. Niestety, nikt z nas do końca nie wie co to takiego, gdyż bajki wypowiadają się na temat tego okresu bardzo enigmatycznie: „i żyli długo i szczęśliwie”. Tak jakby nie było tam nic ciekawego. W naszej kulturze wynieśliśmy na tron etap pierwszy związku, a resztę przemilczamy. Piosenki opowiadają o zakochaniu, filmy najczęściej także. Zwłaszcza komedie romantyczne. Brak właściwie w kulturze ciekawych obrazów, wzorców, dobrego związku po latach. Prędzej znajdziemy je we własnej rodzinie o ile mamy szczęście. Mówiąc krótko: znikąd przykładu. Jest nawet gorzej. Zdewaluowaliśmy do tego wszystkie te normalne związkowe rozmowy: o zakupach, o myciu sedesu, o nieszczelnych oknach, o maśle zmrożonym i przyklejonym do patelni makaronie. Coś, co w związku codzienne, ważne i czego miliardy odbędziemy. Przez natłok i modę postrzegania miłości jako romantycznego biegu, podczas którego jedyne co robimy, to rozbryzgujemy pęcinami fale, a wiatr rozwiewa nam włosy, wstyd nam zaczyna być, że mamy normalny, dobry związek, w którym rozmawia się bez wstydu o ziemniakach. Humaniści mówią: „Jeśli opowiadasz o swoim związku w nieromantycznych kategoriach, to jest to pewnie dobry związek”. Nie będzie więc tak, jak w pierwszym roku, ale wiele kultur na świecie uważa, że pierwszy rok nie wart jest aż takiej uwagi i szacunku, bo w ogóle nie trzeba w nim się starać. Samo się robi, a nawet jak nic się nie robi, to i tak partner jest nami zachwycony i nawzajem.

 

„Warto pracować nad tym, by jak najwięcej razy w ciągu dnia rodzina spotykała się przy stole…”

 

Co jest ważne w małżeństwie?

  • Jakiś czas temu fotografowałem pewną parę. Od słowa do słowa zeszliśmy na temat książek, i pojawiło się nazwisko – Brzeziński. Zapytałem się z czym najbardziej utożsamiają się odnośnie związków po przeczytaniu Pana książek i słuchaniu podcastów. Okazuje się, że są to te słynne wiaderka. Proszę wyjaśnić o co dokładnie z nimi chodzi.

[Miłosz Brzeziński]: Namnożyło się tych wiaderek. Nie wiem, o które dokładnie chodzi. Może o te z badań Gottmanów? Że zbiera się w związku pozytywne informacje zwrotne i negatywne, a w domu powinno ich być pięć do jednego, żebyśmy szanowali partnera. I że jeden do jednego, to zdecydowanie zbyt mało. Nawet jeden do trzech, to zbyt mało. Dlatego warto w związku pracować nad zbieraniem pozytywnych komentarzy pod swoim adresem i produkować je pod adresem partnera. Z czasem to coraz trudniejsze, bo gesty życzliwości zlewają nam się w związku w tło, a partnerzy tłumaczą: „co mu będę mówiła, że dobrze zrobił, przecież chyba wie…”. Nie chodzi o to, że wie, ale o pokazanie, że my to nadal widzimy. Pomaga w tym wszystkim kultura osobista i dobre wychowanie, ale przyłapywanie partnera na tym, gdzie włożył w związku wysiłek to dobra codzienna praktyka.
Ale są i inne wiaderka. Takie z potocznego sądu, że dobry związek to taki, do którego każdy wniesie po połowie. Zdaniem wyjadaczy nie jest to możliwe. Taka sytuacja, że jest pół na pół, to zdarza się momentami, ale najczęściej nie. Najczęściej wracamy z pracy i myślimy sobie, że walniemy się na wyro wreszcie w spokoju. A w domu czeka ktoś, kto od rana użerał się z gospodarstwem i w tej samej chwili myśli: „o, zaraz przyjedzie i mnie wreszcie zwolni, a ja się walnę na wyro”. Raczej tak wygląda codzienność. Albo że jedno ma więcej siły, a drugie akurat tego dnia gorzej się czuje, ale bez specjalnego powodu. Po prostu gorszy dzień. Migrena, osłabienie, ciśnienie… Nic na to nie poradzimy: „Ciebie zawsze głowa boli, jak wolny dzień masz z rodziną!”. To też codzienność. Możemy więc uznać, że sytuacja pół na pół jest trudna do osiągnięcia i czasem się zdarzy, ale to trochę jak z chodzeniem po krawężniku, przez większość czasu nas buja na boki. Staramy się lądować pośrodku, ale też balastować na drugą stronę. Musimy się liczyć z tym, że najczęściej albo to my, albo partner będzie ciągnął w swoją. Że trzeba będzie ponieść przez jakiś czas albo jego wiaderka, albo nasze, bo to my mamy słabszy czas. Warto pamiętać, że to fajne, kiedy inni niosą za nas, ale ani nie niosą wtedy za szybko, ani daleko nie zaniosą. Związki, w których jedna osoba nosi wiaderka swoje i cudze, a druga osoba ciągle nie może nieść swoich tracą na jakości. Dodajmy do tego moment, że obie strony mają słabszy czas. Wtedy warto wypracować rodzinną metodą mówienia wprost, jasno i bez wstydu, że dziś oboje jesteśmy na 30% możliwości, co razem daje 60%. Brakuje nam 40% do optymalnej zdolności operacyjnej związku, więc zróbmy sobie dzień wolny, dzień bez napinania się, albo przynajmniej umówmy się, że będziemy bardzo zwracali uwagę na to, co wychodzi z naszych ust, kiedy je otwieramy. Zwłaszcza pod adresem drugiej strony.

 

Jak zbudować trwałą więź z osobą którą się kocha?

  • „Usiądź, chałwę se zjemy”. Po co nam w domu chałwa? W jakich chwilach może się przydać?

[Miłosz Brzeziński]: No właśnie w takich, jak opisana powyżej. Wiele złych myśli w ciągu dnia pojawia się też po prostu z głodu. Ogólnie wygląda na to, że organizm przemęczony nie chce być empatyczny. Inteligencja emocjonalna uczy, że, kiedy przychodzi nam coś złego do głowy, w pierwszej kolejności trzeba spróbować sprawdzić, czy nie jest pora jedzenia, spania albo nie jesteśmy chorzy. Druga sprawa, to sam rytuał spożywania wspólnego posiłku: symboliczny i – co podkreślamy od dawien dawna – jeden z najważniejszych w pracy nad ogniskiem rodzinnym. Warto pracować nad tym, by jak najwięcej razy w ciągu dnia rodzina spotykała się przy stole, bez telefonów, by pogadać, choćby o tym, kto komu poda masło. Wszyscy odkładają wszystko i idą do stołu. Przykład z chałwą jest akurat dosadny, bo chałwa jest jednocześnie tłusta i słodka, a te dwa wymogi nasze poczucie głodu stawia pożywieniu najchętniej.

 

 

  • I już na koniec: co zrobić, żeby być szczęśliwym w związku/ małżeństwie?

[Miłosz Brzeziński]: Myślę, że warto się edukować. Uczą nas w szkole matematyki, bo zakładają, że nie rodzimy się z tą wiedzą. Ale nie uczą pracy nad długofalowymi związkami, bo zdaje się skądś mamy to wiedzieć. Wydaje mi się, że warto doczytywać i rozmawiać z innymi na ten temat. Jak wyglądają ich związki – dzięki temu z czasem zorientujemy się, że nasz partner nie taki zły wcale. Albo doczytać, ile można kogoś wyręczać, ale za jaką granicą to już grozi równią pochyłą relacji. Albo czy w ogóle można się kłócić? Jak często? Jakie kłótnie są niepokojące, a jakie nie? Co inni robią w wakacje? Jak spędzany czas wolny może wyglądać? Ile w ciągu dnia na urlopie czasu wspólnego, a ile przeciągu w związku, żeby między sobą wywietrzyć? Dalej. Jak rozmawiać o pieniądzach? A wspólne, czy każdy powinien mieć własne? Wszystko to zależy od pary i jej preferencji. Ogólne założenie jest takie, że jeśli coś nam w związku działa, to nie ma co dyskutować. Jeśli on lubi dawać klapsy w trakcie seksu, a my dostawać albo odwrotnie, to o czym tu dyskutować i tłumaczyć komuś, kto nie czuje podniecenia jak dostaje klapsy? Nowe pozycje, nowe miejsca do seksu, eksperymenty. Ale warto wiedzieć, gdzie kończy się norma, czyli ile jedno może sprzątać, a drugie leżeć. Albo kto co powinien robić przy dziecku? Albo ile mogą się wtrącać rodzice. I znów: jednym przeszkadza nawet homeopatyczna ingerencja teściów, a drudzy mają w nosie nawet, jak im mama małżonka urządzi mieszkanie. Kiedy awantura jest normalna, a kiedy to już przemoc domowa i trzeba wiać, bez względu na koszty. Jak znaleźć coś ciekawego w związku po 6 latach i co to by mogło być? Co to na co dzień znaczy „i żyli długo i szczęśliwie”? Co oni konkretnie robili? Całej tej wiedzy nie wysysamy z mlekiem matki ani się z nią nie rodzimy. Wielu z nas pochodzi z rodzin, z których nie chce brać przykładu. Na szczęście ludzkość ma już za sobą tak wiele różnych małżeństw, że nie musimy wyważać otwartych drzwi. Myślę więc, że to dobry trop taka ciągła edukacja na różnych etapach związku. Freud powiedział kiedyś, że psychoterapia stawia sobie za cel pomoc człowiekowi w radzeniu sobie ze zbędnym cierpieniem w życiu. Tak, żeby pozostało tylko to niezbędne, którego nie da się pozbyć. Powiedzielibyśmy więc być może, że owa trwająca całe życie edukacja z przedmiotu „Wieloletnie związki na różnym etapie”, pomoże odróżnić moment, w którym związek dostarcza nam zbędnego cierpienia albo partner (a nie na przykład nasze własne nastawienie) staje się głównym źródłem zbędnego cierpienia w naszym życiu i podpowie co wtedy można zrobić.

 

  • Panie Miłoszu. Bardzo dziękujemy za poświęcony czas. To był prawdziwy zaszczyt.

[Miłosz Brzeziński]: Bardzo Państwu dziękuję i ja. Trzymam kciuki za powodzenie relacji, bo wtedy łatwiej na dłuższą metę, choć bez regularnego urabiania się po pachy nie do osiągnięcia.

 

Podsumowanie:

  • Łączenie w pary, choć jest procesem niełatwym i wymagającym pracy, wciąż wychodzi nam na plus.
  • W dzisiejszych czasach uznaliśmy, że miłość i zakochanie ma miejsce wtedy, gdy widząc kogoś, czuję motyle w brzuchu. Jest to naiwnie założenie.
  • Raczej lepszy związek zbudujemy z osobą o podobnym charakterze, a na pewno systemie wartości.
  • Nie wszystko w związku musimy robić razem – potrzebny jest pewien przeciąg pomiędzy osobami.
  • Warto w związku kultywować i motywować się do wspólnych projektów, decyzji czy dyskusji.
  • Wiele złych myśli w ciągu dnia pojawia się też po prostu z głodu.

 

Fotograf Ślubny

Podobał Ci się wywiad z Miłoszem Brzezińskim? Mamy nadzieję, że tak i znalazłeś/aś w nim coś dla siebie. Polecamy jego książki i podcasty. A jeśli czytałeś/aś ten wywiad i jednocześnie jesteś na etapie organizacji ślubu i wesela i tak przypadkiem szukasz fotograf ślubnego to serdecznie polecamy Mazurskie Śluby.

 

 

Wersja do posłuchania

Jeśli aktualnie nie masz czasu przeczytać całego wywiadu, zapraszamy do jego wersji w formie audio.  

 

Listen to „001 Przepis na szczęśliwy związek małżeński” on Spreaker.

 

Autorzy wpisu:

Marta i Piotrek – małżeństwo od 2019 r. Zawodowo – duet fotografów ślubnych. Wspólnie piszemy Poradnik Ślubny (kliknij i zobacz więcej wpisów), w którym dzielimy się z przyszłymi Parami Młodymi doświadczeniami nabytymi podczas organizacji naszego ślubu. Chcemy Wam pokazać, że ślub to wspaniała przygoda, a jednocześnie pomóc w kwestiach technicznych, np. kiedy wybrać się do księdza, jak ułożyć plan dnia w dniu ślubu lub gdzie znaleźć cukiernię, w której zamówicie pyszny tort. Przeprowadzamy też wywiady z najlepszymi firmami branży ślubnej i mamy nadzieję, że choć trochę Was zainspirujemy. Dziękujemy, że nas odwiedziliście.

 

 

 

Zobacz także:

  Wesele, jak się okazuję, to najdłuższa część ślubnego dnia. Średnio trwa 8-9 godzin i sporo się na nim dzieje.
Zdjęcia ślubne w plenerze, albo portrety ślubne. Tak potocznie mówi się o zdjęciach pozowanych pary młodej. Są też dwie szkoły
Czym byłby Wasz wyśniony dzień bez najbliższych? Czym byłaby zabawa bez najlepszej przyjaciółki i szalonego wujka, który jest mistrzem parkietu?
Zadając pytanie 10-ciu osobom co robią po skonsumowaniu obiadu/kolacji weselnej, 6 z nich odpowiada "idę po coś słodkiego i kawę".
Fryzjer - stylista fryzur jak się okazuje to jedna z najbardziej odpowiedzialnych ról w dniu ślubu. Dobrze upięte włosy i
fotograf-slubny-z-gizycka
  Wesele Moniki i Karola odbyło się w Giżycku. Czyli do pokonania miałem zaledwie 30 km. Ale od początku. Nie
Najszybciej zorganizowane wesele, które fotografowałem zostało dopięte w ciągu dwóch tygodni. Do dziś pamiętam tą imprezę. I wcale nie było
Czy fotograf ślubny może znać się na makijażach ślubnych? Zapewne tak, ale je należę do grupy, która nie ma bladego
Kiedyś zrobiłem mały wywiad wśród moich Panien Młodych. Zapytałem się o to, co kupiły zaraz po sukni ślubnej. Większość odpowiedzi