#50 DJ Jegomość – o weselach, wydaniu książki i parówkach o smaku disco polo [WYWIAD]

 

Wesele, jak się okazuję, to najdłuższa część ślubnego dnia. Średnio trwa 8-9 godzin i sporo się na nim dzieje. Na początku jedzonko, rozmowy i ogólny chillout. Potem wraz z upływem czasu (który mija bardzo szybko) zapełnia się parkiet taneczny. W pracy DJ-a nie chodzi tylko o to, żeby starać się o ciągły przysłowiowy ogień na parkiecie, tylko raczej o to, żeby wyczuć towarzystwo i potrafić dostosować się do sytuacji. Na przykład, gdy goście odpoczywają na podwórku, to rolą DJ-a nie jest ściągnięcie ich na parkiet taneczny. Cała sztuka polega na tym, żeby umieć się zachować i „zaatakować” w odpowiedniej chwili. Bo wbrew pozorom (choć wielu DJ-ów o tym zapomina) goście nie przychodzą na wesele tylko po to, żeby tańczyć. Przychodzą także dla rodziny, której nie widzieli latami i mają ochotę z najbliższymi po prostu porozmawiać. 

Jest wielu DJ-ów w Polsce, którzy kodeks dobrych manier weselnych opanowali do perfekcji. Jednym z nich jest The Jegomość. Ten brodaty, kulturalny dżentelmen przyjedzie do Ciebie na wesele i nie użyje grama dymu, nie puści baniek mydlanych i nie postawi baneru ze swoim numerem telefonu w kącie sali. Dlaczego? Bo jest tak uroczy, że to wszystko jest zbędne. Do tego gra świetną muzę i po godzinie 22 rozgrzewa parkiet do czerwoności. O discopolowych parówkach, muzyce i planach napisania książki oraz wydania gry planszowej o tematyce ślubnej rozmawiam dziś z Krzysztofem Krzemińskim czyli DJ-em Jegomościem.  

Dj do wynajęcia – Krzysztof Krzemiński, Dj Jegomość

Dj (Disc Jockey) to osoba, która steruję atmosferą na weselu. Wikipedia podaje, że Dj to „osoba zajmująca się dobieraniem oraz odtwarzaniem i miksowaniem muzyki na żywo” a jego główne cechy to „umiejętność dobierania odpowiedniego repertuaru i – co z tym idzie w parze – obszerna wiedza muzyczna i znajomość aktualnych trendów muzycznych” a także „wyczucie rytmu„. To wszystko idealnie pasuje do Krzysztofa. Krzysiek pochodzi z Bolesławca na Dolnym Śląsku, ale można go spotkać w na weselach w całej Polsce. „Planujesz ekstraoficjalną, megaelegancją imprezę i szukasz dystyngowanego i wytwornego człowieka, który zadba o oprawę muzyczną? Szukaj dalej!” – tak piszę Jegomość ma swojej stronie internetowej. Krzysztof stawia bardziej na luz, dowcip i kontakt z gośćmi weselnymi – bardzo szybko skraca dystans i zaprzyjaźnia się z ludźmi. Najczęściej możesz go spotkać na weselach w Dolinie Cedronu, Ceglarni, Osadzie DębowoFolwarku Ruchenka. Oprócz rozkręcania imprez, Jegomość nagrywa też swój podcast (dwa z nich znajdziesz poniżej – „Wesele jako epicka balanga” i „Czy pierwszy taniec jest konieczny?”).

 

 

Cześć Krzysztof. Dziękuję, że znalazłeś chwile dla naszego poradnika. Powiedz jak się masz w czasie koronawirusa? Jak zapowiada się sezon 2020? Miała być taka ładna data, a tu same klopsy póki co.

[DJ Jegomość]: Ten rok 2020 miał być dla mnie naprawdę bardzo, bardzo dobry. Ciągle wierzę, że jeszcze będzie, bo w końcu musi zacząć być dobrze. Ładne daty, fantastyczne miejsca, piękne pary i kilka moich nowych zasad, które chciałem wprowadzić w życie: czyli trochę mniej przyjęć (jeśli chodzi o ich ilość) tak żeby móc się jeszcze lepiej na nich skupić. A skończy się pewnie tym, że będzie to bardzo intensywny koniec roku. Myślę też, że wszystkie pary muszą być wyrozumiałe względem mnie i wszystkich innych usługodawców, bo my będziemy na pewno najpierw wypoczęci, a później pod koniec roku mocno wyeksploatowani. Bardzo chciałbym znaleźć termin i móc pracować dla każdego, kto przekłada swoje przyjęcie jeszcze na ten rok. Myślę, że trzeba zachowywać optymizm i przede wszystkim patrzeć na to, co się dzieje za naszymi oknami. Czyli, że ten cały koronawirus dość łagodnie potraktował Polskę. W każdym razie tak jest w momencie, kiedy mówię te słowa czyli 1 maja 2020 roku. Nie jest tak, że mamy jakąś olbrzymią ilość zgonów i boimy się wyjść z domu, tylko raczej jesteśmy ostrożni, uważni i zmagamy się z regulacjami prawnymi. Nie mi oceniać czy te decyzje podjęte przez Państwo Polskie były dobre, słuszne czy nie. I czy wylano dziecko z kąpielą, czy nie. Ja się bardzo mocno cieszę, że jest „całkiem spoko” jeśli chodzi o zdrowie moich najbliższych, moje własne i moich klientów chyba też. Myślę, że trzeba patrzeć z optymizmem na wszystko i czekać aż w końcu będzie można znów normalnie żyć.

 

fot.Agata Piątkowska

 

To teraz trochę historii. Jak to się stało, że zacząłeś grać wesela? Z tego co kojarzę, Twoje początki były chyba bez brody?

[DJ Jegomość]: Byłem DJ-em w małym klubiku, przyszła do mnie para i powiedziała: „Grasz fajną muzę, lubimy Cię, kapela nam zrezygnowała, bo coś tam im się stało. Może Ty miałbyś wolny termin i chciałbyś się tego podjąć?” Ja mówię: „ekstra, jasne, bardzo chętnie”, ale nie ukrywam, trochę się bałem, bo to były takie czasy, że DJ-e na weselach raczej się nie zdarzali. No, ale poszło nam bardzo dobrze i do repertuaru imprez, których mogłem się podjąć oprócz urodzin dopisałem wesela. W ciągu kolejnych kilku lat okazało się, że poza weselami nie gram już prawie nic, z rzadka jakąś tam studniówkę. I teraz dzieje się naprawdę bardzo sympatycznie. Podsumowując: takie były początki, ktoś mnie zapytał, ja się zgodziłem, popłynąłem na fali. Lubię sobie żartować, że jestem takim życiowym surferem: po prostu łapię okazje. Ale byłem też gotowy, bo gdybym nie był, to by się na pewno to wtedy nie udało. A wracając do brody. Powiem zupełnie szczerze – broda nie jest konieczna do tego żeby być DJ-em i żeby grać imprezy. Wiadomo, czasami się przydaje, bo chroni od wiatru i mnóstwa innych rzeczy. Można się oblać rosołem bezkarnie i potem wetrzeć sobie go w brodę i nawet broda potem jest bujniejsza. Swoją firmę mam od 7 lat i pierwsze wesele zagrałem 10 lat temu – 10 kwietnia roku pamiętnego, kiedy Tupolew uderzył w brzozę smoleńską. Było to przyjęcie bardzo nietypowe, bo odbywało się w restauracji -klubiku, w którym pracowałem jako DJ regularnie. Po ceremonii zaślubin Para Młoda i ich goście zjedli tam obiad, a później odbywała się zabawa, ale raczej mało kto był skłonny do imprezowania, w ogóle to towarzystwo było raczej nastawione na spotkanie. Ja tam byłem takim dodatkiem dodanym przez lokal. Trochę tańców było, ale na pewno nie jest to przyjęcie, które zapamiętam jako najlepsze na świecie. No bo domyślasz się, że ta atmosfera ludziom się udzieliła i wszyscy dość mocno przeżywaliśmy to co się działo 10 kwietnia roku 2010. Od tamtej pory zajmuję się graniem na weselach regularnie. I chyba tak samo jak ze wszystkim co w życiu robię i robiłem, ktoś mnie o to po prostu poprosił, zapytał, zachęcił. 

 

„Byłem DJ-em w małym klubiku”

 

 

– Wesele typu turbo-kosmos, które najbardziej utkwiło Ci w pamięci?

[DJ Jegomość]: Nie było chyba takiego jednego, jest cała masa różnych, fajnych wydarzeń i nie chciałbym nikogo stawiać na piedestale. Dla mnie zawsze najważniejsze były emocje. Odwiedziłem mnóstwo najpiękniejszych miejsc w Polsce, jeśli chodzi o śluby grałem we wszystkich województwach, a najbardziej będę pamiętał takie epickie, krótkie momenty, kiedy to po prostu razem z Parą Młodą i gośćmi imprezowaliśmy w najlepsze, bawiliśmy się tym dniem i każdy się czuł fantastycznie. I takich sytuacji było bardzo dużo, więc nie chciałbym tak naprawdę nikogo tutaj faworyzować. Ale to jest to, czego ja poszukuję, co chciałbym, żeby było jak najczęściej, czyli ta 3:00 – 4:00 nad ranem i grupa skaczących do dobrej muzyki ludzi, którzy zapraszają mnie do tego, żebym bawił się z nimi. Kilkadziesiąt razy udało się do tego doprowadzić i były tam najróżniejsze historie, które kiedyś może spiszę wszystkie i wydam w formie książki, bo mam co opowiadać.

 

Najzabawniejsza sytuacja z wesela…

[DJ Jegomość]: Tutaj kurczę trochę tak jak w poprzednim pytaniu, bo to jest tak jak z dowcipami, że kiedy sobie z kimś rozmawiasz to na myśl przychodzą Ci różne dowcipy adekwatne to sytuacji i możesz nimi sypać jak z rękawa, ale jak ktoś Ci powie „ej, a powiedz jakiś fajny dowcip” to trochę trudniej. Takich sytuacji było bardzo dużo, a z rzeczy które były zabawne, to co mi przychodzi na myśl, to kiedy pomylono tort i pojawił się na naszej sali taki wielki, biały, kremowy tort zupełnie niepasujący do alternatywnie rustykalnego klimatu tego przyjęcia. Okazało się, że w drugiej części budynku było pomieszczenie, gdzie było inne wesele, na które trafił ten Naked Cake naszej Pary Młodej. Rzuciłem tak na szybko w tłum „Chodźcie wszyscy przytulimy Pannę Młodą i dodamy jej otuchy”. Wszyscy goście przyszli, bo już było wiadomo, że to nie jest tak jak miało być. Tort był przepyszny, a po chwili to wszystko było już tylko i wyłącznie anegdotką i mogliśmy się z tego śmiać.

Ta zabawność jest zawsze kwestią indywidualną, bo każdego bawi coś innego. Pamiętam też takie przyjęcie, niedaleko Gdańska na Kaszubach, gdzie właśnie mieliśmy taką ogólną głupawkę i było bardzo dużo żartów. Pan młody zabierał głos, opowiadał jakieś zabawne historie i było bardzo fajne połączenie między gośćmi a mną. I pamiętam, że przybiegła do nas obsługa i powiedziała, że za chwileczkę będą serwować płonące kurczaki, no i żeby jakąś fajną muzykę zagrać w tym temacie. Rozbawiło nas to, że jest podawane z pompą coś takiego jak płonące kurczaki, więc poleciało Coco Jumbo, potem „Pieją kury pieją, nie mają koguta”. Ogólnie wszyscy sobie tańczyli wokół tego stołu, trzymając kurczaki w dłoniach i walcząc tak jakby na miecze. To było bardzo psychodeliczne z mojej perspektywy. Jejciu, strasznie dużo takich historii mam ze sobą, prawie 300 przyjęć weselnych, a może ponad… Z pewnością na prawie każdym wydarzyło się coś ciekawego.

 

 

Jesteś najbardziej rozpoznawalnym DJ-em weselnym w Polsce. Czy ludzie zaczepiają Cię na ulicy i pytają „zagrasz u nas na weselu?”

[DJ Jegomość]:  Z tą rozpoznawalnością nie ma co przesadzać, bo nasza branża jest taka, że nikt się raczej nie interesuje na stałe DJ-mi ślubnymi, albo nawet fotografiami ślubnymi, czy kimkolwiek. Tutaj Para się uruchamia jako klienci nieco przed przyjęciem, później tak naprawdę zaczynają się interesować tym kto jest kim w branży ślubnej, a po swoim przyjęciu o tym zapominają. Nie jesteśmy gwiazdami rocka, piłkarzami, czy kucharzami, bo nawet kucharze w Polsce od jakiegoś czasu są bardzo rozpoznawani.  Mało kto się nami interesuje, więc jest to taki fejm do przyjęcia, całkiem ciekawy i krótkotrwały. Przez mój wizerunek dość łatwo jest mnie rozpoznać, trudno pomylić z kimś innym, więc sprawia to, że zdarzają się takie nietypowe sytuacje, że ktoś gdzieś mnie rozpozna, czy to na jakimś koncercie, czy na meczu, czy gdzieś po prostu idę sobie ulicą w jakimś obcym mieście i ktoś do mnie zagada „a Ty to chyba grałeś u kuzynki na przyjęciu”. I to jest bardzo, bardzo miłe. Czasami jestem na jakimś weselu i ktoś podchodzi i mówi, że był na weselu ze mną kilka lat temu, w zupełnie innej części Polski, i że było fajnie, i że dzisiaj też jest fajnie. To mnie bardzo cieszy, bo nie ukrywam że pozwala mi to mieć też jakiś wpływ, na to jak ta branża wygląda, czyli to, że mnie znają też ludzie z branży, bo to wśród nich jestem chyba najbardziej rozpoznawalny. Dzięki temu, mogę też zmieniać na lepsze ten mały ślubny świat i kiedy staram się do czegoś ludzi namówić, i udaje mi się to zrobić, to jestem wtedy bardzo zadowolony, no i wtedy fajnie się wykorzystuje tą rozpoznawalność.

 

Listen to „PMP27: Wesele jako epicka balanga :)” on Spreaker.

 

Dostajesz zapytanie o termin, okazuje się, że jest wolny. Jak wygląda współpraca z Tobą od pierwszego kontaktu do dnia wesela?

[DJ Jegomość]: Współpraca wygląda różnie i w znacznej mierze zależy to od Pary Młodej, bo Pary są bardzo różne, to już pewnie wiesz. Są takie, które mają potrzebę i ochotę dużo rozmawiać o swoim ślubie i bardzo mnie to cieszy. Lubię mieć stały kontakt z Parą Młodą, która żyje swoim przyjęciem bardzo intensywnie, która też jest ze mną na Instagramie, ogląda moje relacje, pisze do mnie często, sugeruje się moim zdaniem, pyta o polecenie różnych rzeczy. Wtedy robię trochę za wedding plannerkę, i bardzo to lubię. Ale szanuję też sytuacje, w której po podpisaniu umowy, dla Pary Młodej tak naprawdę trochę się ten czas zatrzymuje i oni już przestają się interesować tym tak mocno, dopiero wrócą do tematu swego ślubu na dwa, trzy miesiące przed nim. Wtedy też jest okej, i wtedy też staram się jak najbliżej być i jak najwięcej dać z siebie. To jest trochę tak jak z naszymi relacjami ze znajomymi czy przyjaciółmi. Każde z nas ma takich przyjaciół, z którymi jest na co dzień, z którymi utrzymuje stały, częsty kontakt. I wie, że jeśli ten kontakt się przerwie, to ta przyjaźń na tym troszeczkę ucierpi. Ale ma się też takich przyjaciół, z którymi można zobaczyć się po kilku latach nie gadania ze sobą, i wrażenie jest takie, jakby ten czas w ogóle nie upłynął. Bardzo się staram mieć bliskie relacje z Parami, i chcę żeby oni wiedzieli, że mogą na mnie liczyć w każdej sytuacji, nie tylko tej muzycznej. Wydaje mi się, że całkiem nieźle mi to wychodzi. Ale też zawsze mówię, że my ze sobą współpracujemy. Ja nie odwalam roboty dla kogoś, kto nie chce zainwestować w swoje przyjęcie czasu, zaangażowania. Oczekuję, że to będzie nasze wspólne dzieło. Że ja zrealizuję pewien plan, pewien pomysł – o ile go wspólnie stworzymy, i będziemy współpracować, ja będę mógł z kolei liczyć na ich pomoc podczas przyjęcia, i wtedy tak naprawdę możemy zrobić to dobrze. Bo bardzo bym chciał, żeby każdy dzień mojej pracy był właśnie dla tych ludzi, i żeby oni byli z niego zadowoleni. Ale żebym ja wiedział co robić by ich zadowolić, to muszę to po prostu usłyszeć. Muszę mieć z nimi relacje, poznać ich troszkę, bo to bardzo często nie jest to samo. Para z jednego tygodnia oczekuje imprezy z tańcami na stołach, a z kolejnego, żeby pozwolić gościom sobie porozmawiać, i żeby był czas na wszystko. A ja to muszę zrozumieć.

 

fot. Joanna Gałuszka

 

Opowiedz proszę, jak wygląda dzień wesela z Twojej perspektywy. 

[DJ Jegomość]: Tutaj też jest bardzo różnie, bo ja sporo swoich przyjęć prowadzę bardzo daleko od domu, więc wtedy to budzę się rano w hotelu i po prostu jadę na salę. Lubię tą sytuację kiedy mam dużo czasu na przygotowanie i mogę to robić na luzie. Szczególnie jeśli przyjeżdżam w dobrze mi znane miejsce i mogę przywitać się z obsługą, przybić piątki i jednocześnie pić kawkę i pogadać z kimś kto przyjechał właśnie w tym czasie rozłożyć ciasteczka, albo robi dekoracje i trochę pozawracać im głowę. Co się dzieje później.. no oczywiście czasami udaje mi się przed przyjęciem zobaczyć Parę Młodą, która nocuje w hotelu, więc też się przywitamy, przybijemy piątkę, przytulimy się, powiemy sobie parę miłych słów i mam nadzieję, że dodaje im wtedy otuchy. Później czekam na przyjazd Młodej Pary po ślubie, i zawsze wtedy mam palpitacje serca, bardzo się martwię, bo nie mam pojęcia, kto będzie na przyjęciu, i czasem.. ale to dosłownie czasem, a raczej bardzo rzadko, czuję się ultra-pewnie, bo coś takiego się zdarzyło w relacjach z Parą Młodą, albo z tymi gośćmi, których miałem okazję już poznać, że czuję się bardzo pewnie. Z reguły nie, z reguły jestem dość mocno przerażony, nie mogę tak jakby jeszcze złapać takiego odpowiedniego rytmu, zanim właśnie Para wraz z gośćmi się nie pojawi. Kiedy oni wejdą, ja coś tam powiem, i jest uśmiech, i widzę taką wesołość, taką dobrą atmosferę, to już wiem uff, że będzie dobrze. Mogę sobie głęboko oddychać i po prostu wiem, że dzisiaj mogę czuć się naprawdę pewnie, a innym razem, żeby osiągnąć ten stan potrzebuję trochę więcej. Więc rada moja dla wszystkich Par: zadbajcie o samopoczucie DJ-a na samym początku, każdego DJ-a. Później jest posiłek. Po posiłku ja lubię dać gościom trochę czasu. Para Młoda też z niego korzysta wychodząc na przykład na zdjęcia, jeśli aura na to pozwala i jest odpowiednie światło. No i co.. i mamy jakieś rozpoczęcie części tanecznej wieczoru. Czyli pierwszy taniec, często, chociaż nie zawsze. Potem impreza się rozkręca. Ja też dość szybko muszę wiedzieć jaka jest jej temperatura, na co mogę sobie pozwolić z gośćmi, czy dzisiaj będzie bardziej oficjalnie, czy mniej oficjalnie, czy mam więcej gadać, czy mam robić zabawy, czy mam ich nie robić, bo bardzo często mam w tym wszystkim dużą swobodę. Muzycznie też staram się, aby dla każdego było coś miłego, jednocześnie pamiętając o liście ulubionych piosenek Pary Młodej, i o tych, o których oni absolutnie na przyjęciu nie chcieli usłyszeć. I tak sobie płyniemy cały wieczór. I mówię – bardzo wiele zależy od ludzi, od nastroju, pogody, miejsca, bo ja na pewno nie jestem najważniejszy i parkiet nie jest najważniejszy. Najważniejsze jest to, żeby było fajnie, więc czasem wymaga to tego, żeby sobie troszeczkę odpuścić, żeby nie gotować się wewnętrznie, żeby nie uderzać co chwilę z jakimś nowym pomysłem w sytuacji kiedy goście cudownie czują się korzystając z pięknej pogody na zewnątrz w ogrodzie. Przyciągnięcie ich na siłę do środka nie ma sensu. Trzeba po prostu sprawić, żeby parkiet był interesujący, ale wiedzieć też, że przyjdzie godzina 21:00 czy 22:00, i goście przyjdą i jeszcze się na tańczą, jeszcze się nabawią. Więc trzeba po prostu tą atmosferę czytać. Czytać ludzi, starać się dawać im te rzeczy, które lubią. Jednocześnie, ja zawsze pamiętam, kto jest tutaj najważniejszy, że jest to Para Młoda. Więc jeśli ktoś z gości ma ochotę w jakiś sposób niszczyć ten pomysł Pary Młodej na wieczór, to raczej mu się to nie uda ze mną. I tyle. A później jest północ, a po północy jest coraz lepiej, dlatego, że najczęściej powolutku najstarsi goście udają się na odpoczynek, i różne inne osoby, które są zmęczone, a ja zostaję z Parą Młodą i najczęściej grupą ich przyjaciółwędrujemy sobie muzycznie bardzo często w różne zupełnie nie-weselne klimaty. I ja to lubię najbardziej.

 

Teraz temat dla niektórych DJ-ów kontrowersyjny. Powiedz jakie masz podejście do muzyki z Podlasia?

[DJ Jegomość]: Disco polo.. jejciu. Chętnie bym skasował z tej planety tą muzykę [śmiech]. Nawet.. głównie chodzi o to, że z disco polo jest ten problem, że dla niektórych ludzi i to całkiem sporej ilości, ta muzyka wystarcza. Oni nie chcą iść mentalnie dalej. Zamykają się na niej. Szczerze wierzę, że jeśli by jej nie było, to musieliby poszukiwać czegoś nieco bardziej ambitnego. I teraz nie jest problemem, kiedy ktoś słucha i disco-polomasę innych rzeczy, i potrafi bawić się przy tym, czy przy tamtym. Problem zaczyna się wtedy, kiedy mamy do czynienia z osobą, która nie zna, nie lubi, nie toleruje niczego więcej. To smutne. To tak jakby człowiek całe życie żywił się parówkami, i jak ktoś im postawi smacznego steka albo sushi, to on puka się w czoło i pyta się „Gdzie są moje parówki? Dajcie moje parówki! Bo będę głodny, a jak będę głodny, to będę zły”.

No i ja raczej nie jestem z tych, co serwują parówki. I Pary, które mnie zatrudniają też nie chcą tego, żebym to robił w zdecydowanej większości. Więc ja dość oficjalnie mówię, że od takiej muzyki staram się trzymać jak najdalej. Nie ukrywam, że nie lekceważę potęgi ciemnej strony mocy i mam na swoim dysku folder z muzyką disco polo, ale staram się nie sięgać do niego, ani w planie A, ani w planie B. Tylko może gdzieś tam w dalszych planach. Bo są też takie Pary, które mówią, że jak już trzeba.. to trzeba. I ja wiem, że to jest rzeczywistość przyjęcia, że temu wujkowi może nic naprawdę innego nie wejść, to mu na chwilkę damy. Natomiast jeśli już jakieś disco polo na moim weselu się pojawia, to raczej w homeopatycznej ilości. I to jest taka moja ambicja, i to jest trudność, no bo trudniej jest takie przyjęcie zagrać. A że ja nie mam ochoty na rzeczy łatwe to pary które mnie zatrudniają też wcale na to ochoty nie mają.

 

 

Czy pracujesz w określonych regionach? Czy jeździsz wszędzie gdzie zostaniesz zaproszony?

[DJ Jegomość]: Pracuję na terenie całego kraju. Zapełnianie kalendarza DJ-skiego polega na tym, że my często gramy dzień po dniu. Na przykład i w piątek, i w sobotę. Więc jeśli w sobotę grałem w Krakowie to wiadomo, że nie dam zaprosić się do Olsztyna, i odwrotnie. Natomiast jeśli się okaże, że zadzwoni do mnie ktoś i trafi w zupełnie pusty termin, i właśnie będzie chciał żebym przyjechał gdziekolwiek, to pewnie tam pojadę. Później licząc na to, że jeden z tych sąsiadujących dni też będę spędzał gdzieś w okolicy. I grałem już i w Augustowie, i w Olsztynie, i w Sanoku, i w Janowie Podlaskim, i w mojej części Polski – bo jestem z południowego zachodu. Ale też bywałem w Krakowie, w Warszawie, w Gdańsku, więc tak naprawdę cała Polska. Grałem przyjęcia weselne we wszystkich województwach, w większości miast znanych z prognozy pogody. No dobra, został mi jeszcze może Szczecin i Rzeszów, jeśli chodzi o te największe miasta, jak sobie żartuję – znane z prognozy pogody. Chętnie dam się zaprosić wszędzie, mam już też za sobą jedną zagraniczną eskapadę, bo w zeszłym roku prowadziłem przyjęcie weselne w Toskanii, nieopodal Florencji. I było super – 1500 km w jedną stronę, przyjęcie weselne w pięknej willi, właśnie taki typowo toskański ślub: wzgórza, obok winoroślą, i my, i dobra impreza, a później kolejny dzień „afterek” i następny dzień powrót do Polski, który w sumie zajął mi chyba dwa dni, bo po drodze odwiedzałem fajne miejsce. Więc tak, uwielbiam podróżować, uwielbiam jeździć, poznawać zupełnie nowych ludziuważam, że Polska jest piękna, a świat też stoi otworem

 

Każdy sezon weselny ma swoje utwory typu hit. Co będzie najczęściej grane na weselach w 2020 r.?

[DJ Jegomość]: Nie mam pojęcia co będzie hitem 2020 roku. Daj Boże, że będziemy mogli mówić o jakimś hicie tego roku w temacie wesel. Trzymajmy wszyscy za to kciuki. To się okaże. Czasem jest tak, że właśnie takim hitem jest kawałek, który jest zupełną nowością. Gdzieś wyskakuje, zyskuje olbrzymie zainteresowanie ludzi. Czasem jest to coś odgrzanego. Na chwilę obecną bardzo ciężko mi o tym mówić, i takie hity bardzo trudno jest przewidzieć. Dopiero do zobaczenia reakcji ludzi na jednym, drugim czy trzecim weselu, pozwala stwierdzić, że tak, to jest kawałek, który musi znaleźć się na mojej plejliście, ukryty w miejscu z opisem „Zadziała! – jak już nie wiesz, co zagrać, to graj właśnie to, a zadziała!”. Cieszę się, że co roku kilka takich kawałków znajduję. Jest też kilka, które co roku sprawdzają się tak samo dobrze, więc myślę, że jak sezon znów wystartuje to będziemy mieli duże pole do popisu.

 

 

Plany na przyszłość? 

[DJ Jegomość]:  Pracuje dość intensywnie nad dwoma dość ciekawymi tematami związanymi z branżą ślubną. Marzy mi się wydanie gry planszowej: mam już opracowaną mechanikę gry i pracuję intensywnie nad tym, żeby udało się to zrobić i wydać. Będzie to gra opowiadająca o ślubach, gra z motywem ślubów. Mam nadzieję, że się to komuś spodoba. Będzie to kolejny wykwit mojej kreatywności. Pracuję też nad książką – poradnikiem organizacji ślubu, pisanym z takiej trochę męskiej perspektywy. Gościa takiego jak ja, czyli wrażliwego kolesia, który jakby organizował swój ślub teraz to chciałby się w niego zaangażować, ale nie chciałby oglądać takich stereotypowo kobiecych tematów. Nie chciałby, żeby książka, którą czyta, miała pudrowo-różową okładkę i moja takiej mieć nie będzie. Może już niedługo uda się ją wydać.

 

Listen to „PMP24: Czy pierwszy taniec jest konieczny?:)” on Spreaker.

 

Książka? Super sprawa. Wiesz… jakbyś chciał… to służę pomocą. Przed Tobą świeżo upieczony mąż, który angażował się w organizację ślubu [śmiech]. A już kończąc, dziękuję Krzysztof za przemiłą rozmowę. To był naprawdę wartościowy wywiad. Do zobaczyska na weselu na Mazurach!

No jasne! Mazury są super! Miałem okazję już kilka razy je zwiedzać i mam kilka kolejnych planów wyjazdowych. I bardzo lubię Osadę Dębowo, i bardzo lubię Między Deskami nieopodal Olsztyna. Tak że mam nadzieję, że jeszcze wiele razy w tamte strony zawitam. Zawsze sobie wtedy mówię, że zostanę chwilkę dłużej. Mój wujek ma w Giżycku firmę zajmującą się wynajmem łódek, więc może zostanę sobie rzeczywiście troszkę dłużej i spędzę tam mile czas, bo z tym właśnie się nam Mazury kojarzą. Dziękuję za zaproszenie. Mam nadzieję, że moje odpowiedzi nie są aż tak długie i nudne, i da się je tutaj ładnie pokazać [śmiech]. Dziękuję raz jeszcze i mam nadzieję, że zobaczymy się na jakimś super przyjęciu weselnym na Mazurach, albo to Ty wybierzesz się nieco dalej i tam nam się uda spotkać.

 

Strona DJ Jegomość

The Jegmość Instagram

 

 

Fotograf ślubny poszukiwany

Planujesz wesele z Jegomościem? Gwarantuje, że będzie to nie zapomniana impreza. Aktualnie szukasz fotografa ślubnego, który sfotografuje tą imprezę? Bardzo dobrze trafiłeś/aś. Jesteś na stronie fotografa ślubnego – zobacz portfolio, historie ślubneofertę. Chcesz zapytać o swój termin? Kliknij poniżej. Jeśli termin okaże się wolny, zrobimy wspólnie magiczne zdjęcia. 

 

 

 

Autorzy wpisu:

Marta i Piotrek – małżeństwo od 2019 r. Wspólnie piszemy Poradnik Ślubny (kliknij i zobacz więcej wpisów), w którym dzielimy się z przyszłymi Parami Młodymi doświadczeniami nabytymi podczas organizacji naszego ślubu. Chcemy Wam pokazać, że ślub to wspaniała przygoda, a jednocześnie pomóc w kwestiach technicznych, np. kiedy wybrać się do księdza, jak ułożyć plan dnia w dniu ślubu lub gdzie znaleźć cukiernię, w której zamówisz pyszny tort. Przeprowadzamy też wywiady z najlepszymi firmami branży ślubnej i mamy nadzieję, że choć trochę Was zainspirujemy. Dodatkowo, Piotrek jako fotograf ślubny z 13-letnim stażem sporo już widział na ślubach, więc pomysłów na wpisy poradnikowe mamy na najbliższe dwa lata. Dziękujemy, że nas odwiedziłaś/eś. 

 

 

 

Zobacz także:

Bardzo często kiedy jadę na ślub zdarza mi się fotografować wszystko w jednej lokalizacji. Zaczynając od przygotowań, poprzez ślub i
Wśród wielu usługodawców z których skorzystasz podczas organizacji ślubu przyjdzie czas na wybór firmy, która pomoże Ci dobrać bukiet ślubny,
Śluby kościelne nadal cieszą się dużym zainteresowaniem. Mimo iż tu i ówdzie słychać głosy, że w kościołach jest coraz mniej
Statystycznie czas wesela to najmniej stresujący moment dla Państwa Młodych i ich bliskich w ciągu całego dnia. Tu już jest
Aktualnie żyjemy w takich czasach, gdzie produkuję się dużo więcej niż społeczeństwo potrzebuje. Głównie są to ubrania i jedzenie. Ma
Organizacja ślubu to trudne wyzwanie, ale jednocześnie bardzo przyjemne. Jeśli nie macie czasu na organizację ślubu to są firmy, które